Wszystko zaczęło się od paznokci. Co prawda pomysł pojawił się na ławce popijając prosecco z termosa, o czym jeszcze będzie, ale patrząc wstecz to paznokcie były przyczynkiem wszystkiego.
Pojechałyśmy tam we trzy, 4 lata temu, niby klasyczne "backpakerki" (ach jak modnie to brzmi). Każda z plecakiem, bez obcasów czy fiu fiu kiecek. I było spanie byle gdzie, lokalne autobusy, kurz, dźwiganie plecaków, tak jak robią to setki innych. Wśród spotkanych po drodze na dłuższą, lub krótszą opowieść pojawił się on - podróżnik. Choć pojawił się przysłowiowo znikąd, na trochę zagościł. Często w późniejszych rozmowach, a właściwie do teraz, jak wspólnie wspominaliśmy to spotkanie, to zawsze pojawiał się jeden temat - paznokcie. Chłopak był w wielu miejscach na świecie, poznał dużo ludzi, wiele opowieści wysłuchał, ale dziewczyn, backpakerek, z perfekcyjnym maniciuerm nie poznał ( a przynajmniej tak się zarzekał). Rzeczywiście - byłyśmy zakurzone, zmęczone, ale nasze paznokcie musiały dobrze wyglądać. I tak było w zasadzie zawsze - nie ważne dokąd, jak i gdzie, ale jedno było pewne - paznokcie przed wyjazdem musiały być zrobione, a na lakier awaryjny zawsze znalazło się miejsce w bagażu...
Coś, co stało się swego rodzaju anegdotą, znakiem rozpoznawczym i wspomnieniem w jednym, jest też niezwykle praktyczne. Podróżując w warunkach znacząco odbiegających od luksusowych, wyjeżdżając na campingi, rajdy i tym podobne wyprawy narażamy dłonie na styczność z kurzem brudem i innymi czynnikami negatywnie wpływającymi na estetykę dłoni. Wiedzą to doskonale Ci, którzy próbowali doczyścić dłonie, paznokcie chusteczkami wilgotnymi, bo nie zawsze można znaleźć strumień...
Ciężko mi doradzić rodzaj manikiuru na wyjazd... Każdej lakier inaczej się trzyma i ma inne preferencje. Osobiście wolę lakier klasyczny, bo łatwiej go zmyć, zmienić kolor, ale łatwo mi mówić - mi lakier, nawet zwykły trzyma się 7- 10 dni. Próbowałam też lakier winylowy, ale powiem szczerze, że nie zauważyłam różnicy od zwykłego lakieru, trzymał się podobnie, wcale nie zauważyłam żeby był trwalszy... Raz, na dłuższą wyprawę pokusiłam się o hybrydę, którą ze względu na ukruszenia (nieakceptowalne przeze mnie!) ściągnęłam (a raczej zdrapałam) sama, czego nie polecam... Zresztą mam wrażenie, że hybryda jest taka gruba i ciężka na paznokciach... Ostatnio stawiam na lakier klasyczny, a do bagażu wrzucam lakier zapasowy i zmywacz do paznokci w chusteczkach, który jest rewelacyjny i bardzo polecam!
Tak, pomalowane paznokcie nie dość, że chronią nas przed widokiem brudu, powodują, że dłonie łatwiej doczyścić to na dodatek mogą stać się przyczynkiem nowej znajomości.
Pojechałyśmy tam we trzy, 4 lata temu, niby klasyczne "backpakerki" (ach jak modnie to brzmi). Każda z plecakiem, bez obcasów czy fiu fiu kiecek. I było spanie byle gdzie, lokalne autobusy, kurz, dźwiganie plecaków, tak jak robią to setki innych. Wśród spotkanych po drodze na dłuższą, lub krótszą opowieść pojawił się on - podróżnik. Choć pojawił się przysłowiowo znikąd, na trochę zagościł. Często w późniejszych rozmowach, a właściwie do teraz, jak wspólnie wspominaliśmy to spotkanie, to zawsze pojawiał się jeden temat - paznokcie. Chłopak był w wielu miejscach na świecie, poznał dużo ludzi, wiele opowieści wysłuchał, ale dziewczyn, backpakerek, z perfekcyjnym maniciuerm nie poznał ( a przynajmniej tak się zarzekał). Rzeczywiście - byłyśmy zakurzone, zmęczone, ale nasze paznokcie musiały dobrze wyglądać. I tak było w zasadzie zawsze - nie ważne dokąd, jak i gdzie, ale jedno było pewne - paznokcie przed wyjazdem musiały być zrobione, a na lakier awaryjny zawsze znalazło się miejsce w bagażu...
Coś, co stało się swego rodzaju anegdotą, znakiem rozpoznawczym i wspomnieniem w jednym, jest też niezwykle praktyczne. Podróżując w warunkach znacząco odbiegających od luksusowych, wyjeżdżając na campingi, rajdy i tym podobne wyprawy narażamy dłonie na styczność z kurzem brudem i innymi czynnikami negatywnie wpływającymi na estetykę dłoni. Wiedzą to doskonale Ci, którzy próbowali doczyścić dłonie, paznokcie chusteczkami wilgotnymi, bo nie zawsze można znaleźć strumień...
Ciężko mi doradzić rodzaj manikiuru na wyjazd... Każdej lakier inaczej się trzyma i ma inne preferencje. Osobiście wolę lakier klasyczny, bo łatwiej go zmyć, zmienić kolor, ale łatwo mi mówić - mi lakier, nawet zwykły trzyma się 7- 10 dni. Próbowałam też lakier winylowy, ale powiem szczerze, że nie zauważyłam różnicy od zwykłego lakieru, trzymał się podobnie, wcale nie zauważyłam żeby był trwalszy... Raz, na dłuższą wyprawę pokusiłam się o hybrydę, którą ze względu na ukruszenia (nieakceptowalne przeze mnie!) ściągnęłam (a raczej zdrapałam) sama, czego nie polecam... Zresztą mam wrażenie, że hybryda jest taka gruba i ciężka na paznokciach... Ostatnio stawiam na lakier klasyczny, a do bagażu wrzucam lakier zapasowy i zmywacz do paznokci w chusteczkach, który jest rewelacyjny i bardzo polecam!
Tak, pomalowane paznokcie nie dość, że chronią nas przed widokiem brudu, powodują, że dłonie łatwiej doczyścić to na dodatek mogą stać się przyczynkiem nowej znajomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz