Dwadzieścia lat temu jak wszystkie dziewczyny się w nich
kochały i miały ich plakaty na ścianach, a piosenki znały i śpiewały na
przerwach ja słuchałam Briana Adamsa czy Czerwonych gitar i nie wiem, jak to
się stało, ale nie kochałam się w żadnej z gwiazd.
Teraz, po tak długim czasie gdy Robbie Williams jest artystą
solowym o ugruntowanej pozycji, Panem w średnim wieku – zresztą tak jak i
reszta kolegów z zespołu Take That radio odgrzebało za mnie ich wielki przebój „Back
for good”. Co za piosenka, co za teledysk!
Po tylu latach, mając w świadomości, że mamy doczynienia z
Bożyszczami tłumu (który co nieco już dorósł) i piosenką niemal kultową jak ona
przecudnie brzmi – zwłaszcza „Whatever” w refrenie. Nikt chyba na świecie nie
mówi w sposób tak melodyjny tego słowa…
Zwróćmy uwagę zwłaszcza na teledysk – najprawdopodobniej efekt
badań marketingowych – czego oczekują od najnowszego hitu rozhisteryzowane
dziewczynki, co jest obecnie najmodniejsze i najlepiej się sprzeda… gromadka
ślicznych chłopaczków, w futrach, futrzanej czapie, okularach
przeciwsłonecznych wije się w deszczu i rzuca w kałuże…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz