Są takie dni, kiedy nic nie pomaga. Żaden, nawet tysiąc razy sprawdzony sposób nie działa na odbicie nas od dna i przywrócenie dobrego, pfff byle jakiego humoru. Ja wtedy zakładam różowe okulary. Żartuję sobie, ze uwalniam cząstkę Eltona Johna i patrzę na świat inaczej - i to dosłownie. Próbowaliście kiedyś różowych okularów? Wszystko ma intensywniejszy kolor, nawet gdy dookoła gości szarość... niebo jest bardziej niebieskie, kolory są bardziej jaskrawe, a wszystko ma cudowny kontrast i jest intensywniejsze. Nie mówię, że pomaga natychmiast, i bynajmniej nie mówię, że teraz każdy w swojej szafie, pod ręką powinien posiadać takowy przedmiot... To taka terapia szokowa - bo, gdy nic absolutnie nie działa, a my tak bardzo chcemy się odbić od dna, i nawet piosenki nie działają, albo nie mamy możliwości ich posłuchania to należy wybić się z rytmu i zrobić coś innego, absurdalnego. To może być wyjście w swoich ukochanych, nie pasujących do reszty obłędnych szpilkach, przesadny makijaż, dziwna stylizacja... Dla mnie to są absurdalne, różowe okulary, które wyglądają jak z kolekcji Eltona Johna. I tak się czuję gdy je zakładam - jakby Elton John mieszkał we mnie, a ja dzięki nim uwalniam go, staję się nim i jego oczami patrzę na świat. Jak dziwnie by nie brzmiało, przynajmniej pomaga. Ale to może być cokolwiek, coś co pozwoli na spojrzenie na siebie z innej perspektywy. Gdy spojrzymy inaczej na siebie, to i otoczenie może wydać nam się inne, a do smutku nabierzemy, choć na chwilę stosownego dystansu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz